Mysz w komorze silnika BMW X5 M50d. Podróżowała ze mną prawie tydzień

Gdzie jest mysz w komorze silnika bmw x5 m50d

Czasami usterkę samochodu zdradza kontrolka, dziwny dźwięk albo komunikat na desce rozdzielczej. Tym razem wszystko zaczęło się znacznie mniej konkretnie – od dziwnego zapachu we wnętrzu BMW X5 M50d, którego początkowo nie potrafiłem z niczym powiązać.

Samochód to BMW X5 M50d z 2014 roku. Przez dłuższy czas był użytkowany bardzo sporadycznie. Zdarzało się, że wyjeżdżałem nim raz w miesiącu, a czasem stał w garażu jeszcze dłużej. Ostatnio sytuacja się zmieniła i zacząłem jeździć nim praktycznie codziennie.

I właśnie wtedy zauważyłem coś dziwnego.

Dziwny zapach w BMW po dłuższym postoju

Po wejściu do samochodu zacząłem wyczuwać nietypowy zapach. Nie był szczególnie intensywny, ale na tyle charakterystyczny, że zwrócił moją uwagę.

Co ciekawe, najbardziej było go czuć po dłuższym postoju. Po rozpoczęciu jazdy i uruchomieniu nawiewu stopniowo zanikał, aż praktycznie przestawałem go zauważać.

Pierwsze podejrzenie wcale nie dotyczyło samochodu.

BMW stoi w garażu, w którym przebywa również owczarek niemiecki. Wiadomo, duży pies ma swój charakterystyczny zapach, więc zacząłem się zastanawiać, czy zamknięte przez wiele godzin wnętrze samochodu po prostu nie przejmuje zapachu z garażu.

Tyle że samochód stał w tym samym garażu już od dawna, a wcześniej problemu nie zauważałem.

Pojawiła się więc pierwsza zagadka.

„Słyszałam jakieś chrobotanie przy samochodzie”

Wtedy przypomniałem sobie o jeszcze jednej rzeczy.

Moja mama wspomniała wcześniej, że słyszała w okolicy samochodu jakieś chrobotanie. Początkowo nie przywiązałem do tego większej uwagi.

Dopiero w połączeniu z dziwnym zapachem zaczęło to wyglądać podejrzanie.

Otworzyłem maskę BMW. Przyznam, że przez długi czas nie miałem potrzeby dokładnego oglądania górnej części silnika. Samochód jeździł normalnie, nie wyświetlał błędów, nic nie wskazywało na awarię.

Po dokładniejszych oględzinach zauważyłem jednak coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być.

Pogryzione wygłuszenie i mysie odchody

Na plastikowej osłonie silnika, tej z dostępem do wlewu oleju, znajduje się od spodu i z tyłu materiał wygłuszający. Okazało się, że fragment tego wygłuszenia został wyraźnie pogryziony.

Ślady gryzienia myszy w komorze silnika bmw x5 m50d

To już wyglądało podejrzanie.

Chwilę później znalazłem coś jeszcze bardziej jednoznacznego – mysie odchody.

Nie było już większych wątpliwości. W komorze silnika BMW przebywała mysz.

Pozostawało jednak znacznie ciekawsze pytanie:

kiedy?

Pod tę część silnika nie zaglądałem dokładnie od bardzo dawna. Ślady równie dobrze mogły mieć kilka tygodni, kilka miesięcy, a nawet więcej.

Tymczasem dziwny zapach w samochodzie pojawił się dopiero niedawno.

Czy mysz mogła zdechnąć w samochodzie?

To była pierwsza teoria.

Skoro mamy pogryzione wygłuszenie, odchody i dziwny zapach, naturalnie pojawia się myśl, że gryzoń wszedł gdzieś głębiej, nie wydostał się i zdechł.

Tyle że kilka rzeczy do tej teorii nie pasowało.

Po pierwsze, znałem zapach pomieszczenia, w którym przebywały myszy, i ten w BMW był inny.

Po drugie, po otwarciu maski praktycznie nie było czuć żadnego nieprzyjemnego zapachu. Dopiero kiedy bardzo dokładnie sprawdzałem poszczególne miejsca, dało się wyczuć coś delikatnego w okolicy podszybia po stronie kierowcy.

Po trzecie – i chyba najważniejsze – z nawiewów nie śmierdziało.

Gdyby martwa mysz znajdowała się przy filtrze kabinowym, wentylatorze albo wewnątrz kanału wentylacyjnego, można byłoby oczekiwać, że po uruchomieniu nawiewu zapach stanie się znacznie mocniejszy.

U mnie było dokładnie odwrotnie.

Wsiadałem po postoju – zapach był.

Jechałem samochodem i działała wentylacja – zapach stopniowo znikał.

A może to tylko zapach garażu?

Powstała więc kolejna teoria.

Samochód stoi w garażu razem z dużym psem. Kabina samochodu nie jest przecież hermetycznym pojemnikiem. Przez wiele godzin może przejmować zapach otoczenia, a później podczas jazdy szybko się przewietrzać.

Brzmiało to całkiem rozsądnie.

Z drugiej strony BMW stało w tych warunkach już wcześniej. Dlaczego więc problem miałby pojawić się akurat teraz?

Wróciłem do oględzin komory silnika.

I wtedy historia nabrała zupełnie innego charakteru.

Zdjąłem osłonę silnika i zacząłem szukać dokładniej

Postanowiłem nie ograniczać się do powierzchownego zaglądania pod maskę.

Zdjąłem plastikową pokrywę silnika i zacząłem centymetr po centymetrze oglądać przestrzeń z tyłu jednostki napędowej.

BMW X5 M50d nie jest pod tym względem szczególnie wdzięcznym samochodem. Pod maską znajduje się ogromna liczba przewodów, wiązek, osłon, elementów dolotu i innych podzespołów. Są również przestrzenie, których praktycznie nie sposób zobaczyć bez demontażu kolejnych elementów.

Najbardziej interesował mnie rejon, w którym wcześniej znalazłem kawałki pogryzionego materiału.

Wyglądało na to, że fragmenty wygłuszenia zostały zgromadzone z tyłu silnika na rurkach.

Zaczęło to przypominać gniazdo.

Co ciekawe, znajdowały się tam również inne materiały. Zapamiętałem między innymi szare paski przypominające taśmę, mające około dwóch centymetrów szerokości.

I tutaj pojawiła się kolejna obawa.

Czy mysz nie zaczęła przypadkiem obgryzać fabrycznych taśm zabezpieczających wiązki elektryczne?

Mysz i instalacja elektryczna – tego obawiałem się najbardziej

Pogryzione wygłuszenie to niewielki problem. Nawet zniszczona osłona silnika nie jest końcem świata.

Znacznie gorzej byłoby, gdyby gryzoń zainteresował się instalacją elektryczną BMW.

Dlatego bardzo dokładnie obejrzałem wszystkie przewody, wiązki i złącza, do których mogłem się dostać od góry.

Na szczęście nie znalazłem niczego ewidentnie uszkodzonego.

Nie było odsłoniętej miedzi, przegryzionych przewodów ani wyraźnie zniszczonych wiązek. Samochód również działał całkowicie normalnie i nie zgłaszał żadnych błędów.

Pozostawało oczywiście zastrzeżenie, że w BMW X5 M50d nie wszystko można zobaczyć od góry. Za silnikiem i pod nim znajduje się mnóstwo instalacji.

Szare kawałki znalezione w gnieździe mogły więc pochodzić z samochodu, ale równie dobrze mysz mogła przynieść je z garażu.

Postanowiłem szukać dalej.

I nagle zobaczyłem mysz

W pewnym momencie, podczas dokładnego oglądania lewej strony komory silnika – patrząc od przodu samochodu – zobaczyłem coś w głębi.

Mysz.

Przez pierwszą chwilę byłem przekonany, że jest martwa.

I właściwie byłoby to logiczne zakończenie całej historii: dziwny zapach, odchody, gniazdo, pogryzione wygłuszenie, a na końcu martwy gryzoń.

Tyle że po chwili mysz nagle ruszyła.

Była jak najbardziej żywa.

I zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, błyskawicznie uciekła w dół, w okolice serwa hamulcowego po stronie kierowcy.

W jednej chwili wyjaśniła się przynajmniej jedna rzecz.

Zapach nie pochodził od rozkładającej się myszy.

Czyli podróżowała ze mną BMW

Dopiero wtedy dotarło do mnie, co najprawdopodobniej działo się przez ostatnie dni.

Przez długi czas BMW jeździło bardzo rzadko. Dla myszy zaparkowane przez wiele dni w spokojnym garażu X5 było całkiem atrakcyjnym miejscem.

Ciemno, sucho, dużo zakamarków i mnóstwo materiałów nadających się do budowy gniazda.

Później zacząłem jeździć samochodem prawie codziennie.

Jeżeli ta sama mysz nadal korzystała ze swojego schronienia, oznaczało to, że najprawdopodobniej odbyła ze mną przynajmniej kilka podróży.

I tutaj najbardziej zastanawiała mnie temperatura.

Jak mysz mogła przeżyć w BMW M50d?

BMW M50d nie należy do samochodów, w których pod maską panują umiarkowane temperatury.

Trzylitrowy diesel N57 w odmianie M50d ma bardzo rozbudowany osprzęt i podczas pracy generuje ogromną ilość ciepła. Szczególnie po dłuższej jeździe niektóre rejony komory silnika są bardzo gorące.

Dlatego trudno sobie wyobrazić, żeby mysz spokojnie siedziała przez całą podróż w swoim gnieździe na górze silnika.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda inaczej.

Po uruchomieniu samochodu i wzroście temperatury gryzoń przemieszczał się w chłodniejszą, niżej położoną część komory silnika. Po zaparkowaniu i ostygnięciu samochodu mógł wracać do swojego schronienia.

Alternatywnie mógł wychodzić z samochodu po każdym postoju i wracać później do garażu.

Tego już prawdopodobnie nigdy nie ustalę.

Jedno jest pewne – kiedy ją znalazłem, samochód był ostatnio użytkowany praktycznie codziennie, a mysz nadal w nim była.

Mysz uciekła pod serwo hamulcowe

Po jej ucieczce pojawił się następny problem.

Gdzie właściwie poszła?

Duży czarny okrągły element po stronie kierowcy to serwo hamulcowe. Pod nim znajduje się głęboka przestrzeń przy grodzi i podszybiu.

Patrząc od góry, wygląda ona niemal jak zamknięta misa.

Mysz zniknęła właśnie tam.

Prześwietlałem miejsce latarką, zaglądałem z różnych stron i nie byłem w stanie jej ponownie zobaczyć.

Co ciekawe, w tej głębokiej przestrzeni nie znalazłem praktycznie żadnych śladów jej wcześniejszej obecności. Nie było charakterystycznych odchodów ani fragmentów pogryzionego materiału.

To sugerowało, że nie było to jej główne miejsce pobytu. Najprawdopodobniej po prostu uciekła tam w panice, gdy zdjąłem osłonę i ją odkryłem.

Czy mysz mogła dostać się pod deskę rozdzielczą?

I tutaj pojawiła się kolejna, chyba najbardziej niepokojąca myśl.

Po drugiej stronie grodzi znajduje się przecież wnętrze samochodu.

Czy mysz mogła przejść z okolic serwa hamulcowego do przestrzeni za plastikami pod kierownicą i nad pedałami?

Teoretycznie jest to możliwe, ale nie oznacza, że istnieje tam otwarty tunel prowadzący bezpośrednio do kabiny.

Grodź samochodu posiada liczne przepusty. Przechodzą przez nią między innymi elementy układu kierowniczego, przewody i wiązki elektryczne. Fabrycznie miejsca te są zabezpieczone uszczelkami i gumowymi przelotkami.

Jeżeli wszystko jest kompletne i szczelne, mysz nie powinna mieć łatwego przejścia.

Ale mówimy o zwierzęciu, które potrafi przecisnąć się przez zaskakująco małą szczelinę i dodatkowo świetnie radzi sobie z miękkimi materiałami.

Dlatego przestrzeń nad pedałami kierowcy stała się kolejnym miejscem do sprawdzenia.

Dlaczego zapach był mocniejszy w kabinie niż pod maską?

To nadal pozostaje najciekawszym elementem całej historii.

Wiemy już, że mysz była żywa. Wiemy, że miała pod maską miejsce przypominające gniazdo. Wiemy też, że pozostawiła tam odchody i pogryzła wygłuszenie.

Dlaczego więc po wejściu do samochodu zapach był bardziej zauważalny niż po otwarciu maski?

Możliwych odpowiedzi jest kilka.

Mysz mogła przebywać również w przestrzeniach po stronie kabiny.

Mógł to być zapach jej moczu lub odchodów przedostający się z okolic grodzi i podszybia.

Możliwe również, że część zapachu w ogóle nie pochodziła od myszy, lecz od garażu, a odkrycie gryzonia było częściowo zbiegiem okoliczności.

Charakterystyczne pozostaje jednak to, że po rozpoczęciu jazdy i przewietrzeniu samochodu zapach praktycznie znikał.

Na szczęście nawiew nigdy nie powodował gwałtownego nasilenia zapachu. To przemawia przeciwko scenariuszowi, w którym gryzoń lub jego gniazdo znajduje się bezpośrednio w kanałach wentylacyjnych.

Pułapki w BMW – polowanie rozpoczęte

Po odkryciu żywego lokatora trzeba było podjąć decyzję, co dalej.

Mysz uciekła w miejsce, do którego praktycznie nie dało się dostać ręką. Rozbieranie połowy samochodu w poszukiwaniu niewielkiego gryzonia nie miało większego sensu.

Pozostało zastawić pułapki.

Pułapki na mysz w komorze silnika bmw x5 m50d

Jedną umieściłem głęboko w okolicy serwa hamulcowego, dokładnie w rejonie, do którego widziałem uciekającą mysz.

Drugą umieściłem wyżej, w okolicy podszybia.

To miejsca, którymi gryzoń może przemieszczać się po komorze silnika.

Oczywiście takie rozwiązanie wymaga absolutnego pamiętania o jednej rzeczy: przed uruchomieniem silnika wszystkie pułapki znajdujące się pod maską muszą zostać usunięte.

A rano muszę jechać do lekarza…

W całej historii jest jeszcze jeden zabawny szczegół.

Następnego dnia muszę jechać samochodem do lekarza.

Jeżeli więc mysz nie złapie się w nocy i nadal pozostanie w BMW, istnieje możliwość, że odbędziemy kolejną wspólną podróż.

Trudno powiedzieć, czy będzie siedziała gdzieś za serwem, zejdzie na dolną osłonę samochodu, czy może już dawno opuściła X5 i spaceruje po garażu.

Mysz może bez problemu wykorzystać niewielkie przejścia w dolnej części komory silnika. Fakt, że z góry jakaś przestrzeń wygląda jak zamknięta, nie oznacza, że rzeczywiście taka jest.

Dlatego równie prawdopodobne jest, że po spłoszeniu po prostu zeszła w dół i wydostała się z samochodu.

Największe zagrożenie? Wcale nie zapach

Cała sytuacja może wydawać się zabawna – szczególnie wizja myszy podróżującej BMW M50d.

Problem jest jednak całkiem poważny.

Największym zagrożeniem nie jest ani gniazdo, ani odchody, ani nawet nieprzyjemny zapach.

Są nim przewody elektryczne.

Współczesny samochód, a szczególnie tak skomplikowany technicznie model jak BMW X5 M50d, ma pod maską ogromną ilość instalacji. Uszkodzenie pozornie nieistotnego przewodu może skończyć się błędami czujników, problemami z uruchomieniem samochodu, awarią któregoś z systemów, a w skrajnym przypadku zwarciem.

Dlatego po znalezieniu śladów gryzonia nie warto ograniczać się do wyrzucenia gniazda.

Trzeba obejrzeć instalację.

W moim przypadku wszystkie dostępne od góry przewody wyglądają dobrze. Nie znalazłem przegryzionej izolacji ani odsłoniętych żył.

Nie daje to jednak stuprocentowej pewności.

Przy najbliższej okazji warto obejrzeć samochód również od spodu po zdjęciu dolnych osłon, ponieważ dopiero wtedy można zobaczyć część instalacji znajdującą się za i pod silnikiem.

Co zrobić, gdy znajdziemy mysz pod maską?

Po tej przygodzie mam kilka bardzo praktycznych wniosków.

Jeżeli samochód długo stoi, warto co jakiś czas otworzyć maskę i dokładnie obejrzeć komorę silnika. Nie tylko rzucić okiem na poziom płynu, ale zajrzeć za osłony i w okolice grodzi.

Szczególnie powinny zainteresować nas:

  • drobne czarne odchody,
  • fragmenty liści i papieru zgromadzone w jednym miejscu,
  • kawałki pianki lub wygłuszenia,
  • postrzępione taśmy na wiązkach,
  • ślady zębów na przewodach,
  • nagromadzony materiał w miejscach, w których nie powinno go być.

Jeżeli znajdziemy odchody, lepiej nie wydmuchiwać ich sprężonym powietrzem. Bezpieczniej zwilżyć zabrudzone miejsce odpowiednim środkiem dezynfekującym i usunąć je w rękawiczkach.

Po usunięciu wszystkich śladów warto zrobić zdjęcia. Jeżeli kilka dni później pojawią się nowe odchody albo nowe fragmenty pogryzionego materiału, mamy jasny dowód, że gryzoń nadal odwiedza samochód.

Samochód używany rzadko jest idealnym domem dla myszy

Ta historia uświadomiła mi jeszcze jedną rzecz.

Paradoksalnie samochód stojący w zamkniętym garażu może być dla gryzonia znacznie atrakcyjniejszy niż auto codziennie użytkowane.

Moje BMW potrafiło wcześniej stać kilka tygodni praktycznie bez ruchu.

Dla myszy oznaczało to spokój.

Nikt nie otwierał maski. Silnik był przez większość czasu zimny. W garażu było sucho i bezpiecznie, a pod maską znajdowała się ogromna liczba zakamarków.

Najwyraźniej ktoś uznał więc, że BMW X5 M50d jest całkiem niezłą nieruchomością.

Problem pojawił się, kiedy właściciel nagle zaczął korzystać ze swojego samochodu niemal codziennie.

Finał? Jeszcze nie do końca

Na tym etapie historia ma więc finał, ale nie całkowity.

Zagadka pogryzionego wygłuszenia została rozwiązana.

Zagadka odchodów również.

Wiemy, że pod maską rzeczywiście mieszkała lub przynajmniej regularnie przebywała żywa mysz.

Wiemy też, że nie zdechła w komorze silnika, czego początkowo się obawiałem.

Nie wiemy natomiast jeszcze, gdzie znajduje się teraz.

Czy nadal siedzi gdzieś głęboko w BMW?

Czy przeszła w okolice deski rozdzielczej?

Czy po spłoszeniu zeszła pod samochód i uciekła?

A może w nocy wróci do swojego starego miejsca i zakończy swoją przygodę na jednej z zastawionych pułapek?

To okaże się dopiero rano.

Jedno jest pewne.

Kiedy kilka dni wcześniej zacząłem zastanawiać się, skąd bierze się dziwny zapach w BMW, nie przypuszczałem, że odpowiedź zobaczę na własne oczy, a ona spojrzy na mnie i ucieknie pod serwo hamulcowe.

I jeżeli rzeczywiście przez ostatni tydzień siedziała w samochodzie, to prawdopodobnie jest to jedyny pasażer mojego BMW, który przejechał ze mną tyle kilometrów bez zapiętych pasów.

Aktualizacja nastąpi, gdy tylko dowiem się, czy mój pasażer nadal mieszka w X5.

Aktualizacja: mysz złapała się szybciej, niż się spodziewałem

Na rozwiązanie całej zagadki nie trzeba było długo czekać. Mysz złapała się bardzo szybko – jeszcze tego samego dnia po ustawieniu pułapek w komorze silnika.

Okazało się więc, że po spłoszeniu i ucieczce w okolice serwa hamulcowego nie opuściła od razu samochodu. Najwyraźniej nadal poruszała się po znanych sobie zakamarkach komory silnika i stosunkowo szybko weszła na jedną z ustawionych pułapek.

Tym samym historia ma już właściwie swój finał. Tajemniczy lokator BMW X5 M50d został odnaleziony, a następnie złapany. Pozostaje dokładne posprzątanie miejsc, w których przebywał, oraz obserwacja, czy nie pojawią się nowe odchody lub inne ślady. Warto również przy najbliższej okazji dokładnie skontrolować mniej widoczne fragmenty instalacji elektrycznej.

Cała sytuacja pokazała też, jak łatwo przeoczyć obecność gryzonia w samochodzie. Gdyby nie dziwny zapach, wcześniejsza informacja o chrobotaniu i w końcu dokładne oględziny komory silnika, prawdopodobnie jeszcze przez jakiś czas nie wiedziałbym, że pod osłoną silnika BMW powstało mysie gniazdo, a jego właściciel regularnie podróżował razem ze mną.

Na zakończenie zamieszczam kilka oryginalnych, nieprzerabianych zdjęć wykonanych podczas oględzin samochodu. Dobrze pokazują zarówno wygląd komory silnika, jak i miejsce uszkodzone przez mysz oraz zakamarek, w którym ostatecznie ją zauważyłem.

Oryginalne zdjęcia z BMW X5 M50d

Zdjęcie 1 – pokrywa silnika BMW X5 M50d przed demontażem.
Tak wyglądała komora silnika przed rozpoczęciem dokładniejszych oględzin. Z zewnątrz nic nie wskazywało, że pod osłoną i w jej najbliższym otoczeniu zadomowił się gryzoń.

Bmw x5 m50d pokrywa silnika przed demontażem

Zdjęcie 2 – silnik po zdjęciu plastikowej pokrywy.
Dopiero demontaż górnej osłony pozwolił dokładniej obejrzeć przestrzeń z tyłu silnika, wiązki, przewody oraz miejsca, do których normalnie praktycznie się nie zagląda.

Bmw x5 m50d silnik po zdjęciu plastikowej pokrywy

Zdjęcie 3 – miejsce pogryzione przez mysz.
Na zdjęciu widać uszkodzony przez gryzonia fragment materiału wygłuszającego. Kawałki tego materiału zostały wykorzystane do przygotowania schronienia/gniazda w tylnej części komory silnika.

Bmw x5 m50d miejsce pogryzione przez mysz

Zdjęcie 4 – dokładnie w tej okolicy zauważyłem żywą mysz.
To właśnie w tym zakamarku podczas dokładnych oględzin zobaczyłem gryzonia. Początkowo wyglądał jak martwy, jednak po chwili mysz błyskawicznie uciekła głębiej w okolice serwa hamulcowego. Niedługo później złapała się w ustawioną w komorze silnika pułapkę.

Bmw x5 m50d dokładnie w tej okolicy zauważyłem żywą mysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *